[się]intabuluj

biuro lamentów


2012
styczeń
2010
sierpień
czerwiec
2009
listopad
styczeń
2008
grudzień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
marzec
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad







Oh, last me, last me fm

blog in

szejk me


Perspektywiczni
philia over pepegi
yodel
swoja chupa
kandyd
rajstop martini pcheła tyler rude nieczynny biale kozaczki agrest tak się nosi kraków?

urban

czadu!

recykling popkultury

pasazer
esemesy

music music: screenagers
subculture magazine
pitchforkmedia
porcys.com

more music
the raveonettes
adam green
the cure
B.R.M.C
myslovitz
pixies
mando diao
the clientele
the verve
tymański
manic street preachers
david bowie
modest mouse
cocorosie
the dandy warhols
scissor sisters
fisz emade t
babyshambles
interpol
placebo
moloko
dick4dick
manu chao
I am X
akurat
kult
radiohead
she wants revenge
the rapture
ladytron

literatura
vonnegut
jerzy pilch
wojaczek
tokarczuk
m.świetlicki
stachura
mr kundera

art
pop artuk
surrealizm
henryk sawka
sztuka.net
johanna öst
mark ryden
aaron jasinski

piramida

wylęgarnia
wikipedia

 beware

art-żywe


esemesy


2012-01-08 21:12:21
Bez większego walenia serca i sapania.

Ponieważ zdaje się, że od dawna już nie mam czasu na pisanie, a w ostatnich dniach, szczególnie już od dziś do wakacji, w ogóle nie mam czasu - oto właśnie piszę. Mój czarno-biało durny kot zakopał się pod dywanem i wystawiwszy tylko szczurzy ogon sądzi, że dorównał harremu potterowi w scenie z peleryną niewidką.
Miałam zacięcie napisać coś jak grochola, tak, jak grochola, albo jak ta druga od domu nad rozlewiskiem, wizualizowałam sobie cały zeszły rok niesamowite zyski z powiastki, wakacje zupełnie drogie i luksus w ogóle - wizualizowałam. Problem tkwi niestety w tym, że nawet tak miałkiej fabuły nie jestem w stanie wymyslić albo inaczej - zdaje się być to miałkie, ale ileż trzeba precyzji i sprytu, żeby napisać coś takiego i żeby zakiełkowało? Chociaż z drugiej strony żyjemy w Polsce - kraju dodą płynącym, trzeba obniżyć wymagania.
Pierwszy raz zrobiłam listę noworocznych postanowień nakreslonych przerywającym dlugopisem w kalendarzu dodanym do Twojego Stylu. Zrealizowanie ich graniczy z cudem, tym bardziej, że ostatnio czuję się jak bohater "Żądzy" E. Jellinek, kreaowany na bieżąco przez autorkę do tego stopnia, że trudno się połapac w jego stałych cechach.
Kot rozwalił się teraz dokumentnie nieco na mojej lewej ręce, nieco na klawiaturze laptopa. Jestem w stanie przewidzieć każdy jego kolejny ruch, bowiem chodzi za mną krok w krok.
Zaczynam doceniać książki z "1001" w tytule. Dzięki jednej podobnej dowiedziałam się, że czerwona część truskawki nie jest owocem, czerwona część to zmodyfikowane dno kwiatowe, a owocem są małe żółte ziarenka na jej powierzchni. I tak mnie ucieszyła ta nowość w rzece mojej wiedzy, że aż chyba dla równowagi włącze jakiś głupi film.

Bo siła drzemie w sugestii. Adieu.

skomentuj (3)


2010-08-10 19:37:49
Back from Silesia.
 
Podróż rozpoczęłam na początku sierpnia wsiadając w luksusowy pociąg IR pędzący niczym Train à Grande Vitesse, jeśli przyjąć rzecz jasna, że jesteśmy w Polsce - nie we Francji i, że wyznacznikiem nie jest bynajmniej szybkość zmieniającego się za oknem obrazu. Mimo oszałamiającej prędkości w/w środka lokomocji nie dowiózł mnie on do celu bez problemu, który pojawił się w okolicach stacji Toruń Główny, kiedy to zaistniała potrzeba zamiany teżewe na autobus.

- Musi się Pani przesiąść na autobus – powiedział konduktor patrząc zamglonym wzrokiem na mój bilet co to kosztuje jak pół lotniczego. Dobrze pamiętam - użył słowa    a u t o b u s.

Skocznie, wtedy jeszcze, wysiadłszy  na stacji przemaszerowałam 400 metrów do  a u t o b u s u. Dobrze pamiętam – użył słowa   a u t o b u s.

I wówczas mym oczom ukazał się nie autobus, choć takiego słowa użyl, a busik, liczba miejsc siedzących 29. A skąd wiem?

- Ile Pan ma zamiar wziąć tu osób ?– zapytuje kierowcę stojąc wciśnięta w przednią szybę a podłogę.

- Jest 29 miejsc siedzących – odpowiedział mrugając. Albo to tik, hm.

Ale ale nie ma tego złego nie? Na pewno nie dla wysuszonego papierosami i alkoholem Pana w garniturze z lat 70’, który to łapiąc mnie za biodra usadził sobie na kolanach jak jakąś Zuzię czy inną pyzatą blondyneczkę dodając przy tym:

- Siadaj dziewucho, zmieścim się ! Nie wstydź się !

To postałam w sumie. Też się zmieścim.  Średnio ze mnie miły miły młody człowiek.

Z pobocznych z siostrą M udałam się na seans 3D Shreka, no cóż, siostrze M się podobało. Odwiedziłam przy okazji Centrum Sztuki Współczesnej, co poczytuje sobie za sukces, gdyż gdy kończyłam studia nie było jeszcze otwarte.

W kolejnych dniach, niczym prawdziwy wędrowiec, udałam się z miłym do Krakowa, gdzie przenocowaliśmy w uroczym hostelu, zakwaterowanie w pokoju bez okien. Dobry sposób na wieczny sen, wciąż ciemno. Nocne życie na Kazimierzu i Incepcja.

6-8 sierpnia Off Festival, ból nóg i wątroby, ale koncert The Raveonettes i The Flaming Lips wszystko wynagrodzi. Z nowych : zachwyciłam się Tune Yards i Toro y Moi (choć lepiej wypadają na żywo niż na płycie), ze starych : świetny Art Brut i Apteka grająca Mendę.

Przede wszystkim dziękujemy Tomaszowi & spółce za współpracę podczas serwowania Grolschów za 4 bony-kupony oraz podczas koncertów ;)

Dziękuję też Panu portierowi z katowickiego akademika, który po upraszaniu zdecydował się zalać mi dwa kubki kawy wrzącą wodą (nie bez miny zresztą), ktorej niestety w tymże miejscu nie było (wody, nie miny), gdyż nie posiadają tam kuchni.

Aha, dziękuję też babie z TLK za to, że była i nie mogliśmy się dzięki niej przespać na całej długości siedzeń ;)

Czas wrócić do pracy, fuck it.

Bo siła drzemie w sugestii. Adieu. 
skomentuj (4)

2010-06-08 19:39:42
Toż nikt już nie czyta.
Jestem kobietą pracującą.
i studiującą drugi kierunek.
i w gazecie pisali, że blogowanie jest passe.
I potrafię upiec ciasto, natomist z utrzymaniem porządku bywa różnie. Śpię z kotem.
Poszukuję ściezki zawodowej na przemian z życiową, gdzieś musi się włączyć tryb przenikania lub chociaż przeciwmgielny.
Nie mam weny pisarskiej, oddałam ją małoletniej siostrze.
Jestem specem od historii polski, a teraz zaraz już niedługo od powszechnej.
Przede wszystkim jestem mistrzynią wyimaginowanych problemów, rozmów o niczym oraz zupy pomidorowej.

Bo siła drzemie w sugestii. Adieu.
skomentuj (9)

2009-11-05 19:50:59
Johnny Cash by tego nie zaśpiewał.

Długo nie rozważałam już kwestii serialowych. Dajmy na to ciekawa rola Hobie'go Buchannona, o którym zawsze myślałam, że jest Kołdim Djukanonem, synem Micza Djukanona. Otóż wygląda on już teraz zupełnie niepodobnie, może to kwestia tego solarium  a może rysowanych brwi. A może zwyczajnie braku niebieskiej toni za jego plecami. Panna E upierała się, że Hobie to nie Hobie a Mefju. I tu pudło Panno E, bo jak już wiesz, wyśledziłam, że Mefju to najstarsze z przybranych dzieci doktor Kłin, tej od Sallego. Dzięki rozważaniom telewizyjnym po raz pierwszy od dawna oddałam się zwyczajnemu relaksowi, korzystając dodatkowo z faktu pustego gospodarstwa domowego, ciszy dookoła i kota na łóżku. Kot jest juz teraz nasz wspólny, choć początkowo był tylko miłego. Powiedziałabym nawet, że kot jest tak jakby mój, bo to właśnie w mojej pościeli ukochał oddawać się odpoczynkowi.
Z racji faktu chyba zbyt dużej ilości czasu wolnego i swojego rodzaju ambicji i chęci zmian, podjęłam kolejne studia, za co płacę teraz absolutnym brakiem gotówki. Interesująca kwestia natomiast pojawia się w sytuacji ograniczonych zasobów, nagle okazuje się, że wcale nie trzeba wejść do rosmana, żeby kupić 3 balsam do ciała i, że 4 bluzka w tym miesiącu wcale nie jest pożądana. Ba, nawet pierwsza nie jest ! To chyba idealny etap do rozwijania duchowego :D
A Gardias - Skóra ma brzydką sukienkę.
A nowa książka Witkowskiego mnie nie powala do końca, ale to może dlatego, że ja nawet do Masłowskiej się nie przekonałam, choć miałam tylko jedno podejście, do Wertera miałam trzy i za trzecim, bach, poszło ! Co innego z Cząstkami elementarnymi Houellebecq'a czy Opętanymi Palahniuka, natomiast Szczelina Pani noblistki, jak na noblistki książkę dość tematycznie kuriozalna. Takem właśnie rozwijam ducha w międzyczasie, gdy nie piszę.

Bo siła drzemie w sugestii. Adieu.
skomentuj (6)

2009-01-15 13:40:56
Skąd posępna ta mina, jakaż smutku przyczyna?

I stało się.
Ani się człowiek obejrzał - skończył się beztroski czas studiów, zabaw i niewymuszonej elokwencji. Zaczęło się coś na pozór dobrego, coś na pozór innego, mającego wprowadzić nie-w-tajemniczonego w meandry życia, chleb powszedni, w świat dorosłych. I oto mamy poranne wstawanie, z kur()ami o świcie, poranne robienie wałówki do pracy, żeby nie tracić ledwo uciułanych pieniędzy na batoniki z pracowego baru (że o rosnącej w kalorie dupie, od której boże chroń, nie wspomnę, przeto powiadam róbcie kanapki, nie jedzcie snickersów). Mamy zamianę bluzek z pakmanami i skubim du na czarne spódnice, seledynowe marynarki, fioletowe zgrabne bluzeczki. I nie twierdzę, że metamorfoza to zła, jednak zaznacza zmiany od których trudno już uciec. 
Po powrocie do domu sił starcza już na niewielką aktywność i kontakty miedzyludzkie zaczynają cierpieć, cierpieć sromotnie,a przecież gdy tak człek od rana pełza, to wieczór spędzić chce wśród gwiazd...
I coś mi tu, kurwa, nie gra w tej orkiestrze. Niby mam wszystko, czego chciałam, a jednak życie srogo weryfikuje. Nie?

Bo siła drzemie w sugestii. Adieu.
skomentuj (11)

2008-12-25 10:20:17
Wideoteka dorosłego człowieka.

Ktoś ewidentnie sądzi, że to przezabawne zapodawać co roku Kevina. Przyrost naturalny w Polsce pozwala mi wysnuć hipotezę, że nie ma aż tak wielu rumianych berbeci, które jeszcze by tego nie oglądały, a dla których jest to emitowane.
Z góry przepraszam wszystkich fanów filmu, z tymi ich przypinkami i innymi gadżetami z blond chłopięciem.
Wyjdę z siebie stanę obok. Poza tym jakoś leci.

Bo siła drzemie w sugestii. Adieu.
skomentuj (3)

2008-08-21 11:47:29
Żurek z wkładką.

Podróże na południe kraju bywają długie, czas urozmaica się swojskim żubrem. Spanie na offowym polu namiotowym= zamoczonej odzieży pomnożonej o brak snu i beztroskie okrzyki nieznajomych współlokatorów z pola 'terror terror' cokolwiek to znaczy, do 6 rano. Poranek to suma wkurwienia i niewyspania podzielona o chęć zemsty, której podobnoż dokonał miły na beztroskich. Aspekty higieniczne w kontenerze prysznicowym to zimna woda przez mycie włosów. Poza tym clinic clinic i przebieganie przez podłączone acz zaiste chyba uziemione tory kolejowe! Deficyt płaszczy przeciwdeszczowych oraz kaloszy. Biegaliśmy w workach na śmieci bez zażenowania, duze niebieskie, ach.  Clinic zrekompensował nijaki koncert british sea power (jak oni przez te maski spiewają, jak). A na mogwai byłam gdzie indziej. Niektórzy pewnie by zabili;).
Ponadto zakochałam się w Krakowie z wszystkimi jego uliczkami. Ten zepsuty monitor w hostelu, to nie ja. Miło mi było miło, a teraz czas zacząć zajmować się bardziej przyziemnymi sprawami typu Pup. Oł ajm fakin afrejd. Ta note napisana została w biegu, stądże jej lakoniczność wyrazu. Wybaczcie.

Bo siła drzemie w sugestii. Adieu.
skomentuj (7)