![]() |
2012-01-08 21:12:21
- Musi się Pani przesiąść na autobus – powiedział konduktor patrząc zamglonym wzrokiem na mój bilet co to kosztuje jak pół lotniczego. Dobrze pamiętam - użył słowa a u t o b u s.
Skocznie, wtedy jeszcze, wysiadłszy na stacji przemaszerowałam 400 metrów do a u t o b u s u. Dobrze pamiętam – użył słowa a u t o b u s.
I wówczas mym oczom ukazał się nie autobus, choć takiego słowa użyl, a busik, liczba miejsc siedzących 29. A skąd wiem?
- Ile Pan ma zamiar wziąć tu osób ?– zapytuje kierowcę stojąc wciśnięta w przednią szybę a podłogę.
- Jest 29 miejsc siedzących – odpowiedział mrugając. Albo to tik, hm.
Ale ale nie ma tego złego nie? Na pewno nie dla wysuszonego papierosami i alkoholem Pana w garniturze z lat 70’, który to łapiąc mnie za biodra usadził sobie na kolanach jak jakąś Zuzię czy inną pyzatą blondyneczkę dodając przy tym:
- Siadaj dziewucho, zmieścim się ! Nie wstydź się !
To postałam w sumie. Też się zmieścim. Średnio ze mnie miły miły młody człowiek.
Z pobocznych z siostrą M udałam się na seans 3D Shreka, no cóż, siostrze M się podobało. Odwiedziłam przy okazji Centrum Sztuki Współczesnej, co poczytuje sobie za sukces, gdyż gdy kończyłam studia nie było jeszcze otwarte.
W kolejnych dniach, niczym prawdziwy wędrowiec, udałam się z miłym do Krakowa, gdzie przenocowaliśmy w uroczym hostelu, zakwaterowanie w pokoju bez okien. Dobry sposób na wieczny sen, wciąż ciemno. Nocne życie na Kazimierzu i Incepcja.
6-8 sierpnia Off Festival, ból nóg i wątroby, ale koncert The Raveonettes i The Flaming Lips wszystko wynagrodzi. Z nowych : zachwyciłam się Tune Yards i Toro y Moi (choć lepiej wypadają na żywo niż na płycie), ze starych : świetny Art Brut i Apteka grająca Mendę.
Przede wszystkim dziękujemy Tomaszowi & spółce za współpracę podczas serwowania Grolschów za 4 bony-kupony oraz podczas koncertów ;)
Czas wrócić do pracy, fuck it.
Bez większego walenia serca i sapania.
Ponieważ zdaje się, że od dawna już nie mam czasu na pisanie, a w ostatnich dniach, szczególnie już od dziś do wakacji, w ogóle nie mam czasu - oto właśnie piszę. Mój czarno-biało durny kot zakopał się pod dywanem i wystawiwszy tylko szczurzy ogon sądzi, że dorównał harremu potterowi w scenie z peleryną niewidką.
Miałam zacięcie napisać coś jak grochola, tak, jak grochola, albo jak ta druga od domu nad rozlewiskiem, wizualizowałam sobie cały zeszły rok niesamowite zyski z powiastki, wakacje zupełnie drogie i luksus w ogóle - wizualizowałam. Problem tkwi niestety w tym, że nawet tak miałkiej fabuły nie jestem w stanie wymyslić albo inaczej - zdaje się być to miałkie, ale ileż trzeba precyzji i sprytu, żeby napisać coś takiego i żeby zakiełkowało? Chociaż z drugiej strony żyjemy w Polsce - kraju dodą płynącym, trzeba obniżyć wymagania.
Pierwszy raz zrobiłam listę noworocznych postanowień nakreslonych przerywającym dlugopisem w kalendarzu dodanym do Twojego Stylu. Zrealizowanie ich graniczy z cudem, tym bardziej, że ostatnio czuję się jak bohater "Żądzy" E. Jellinek, kreaowany na bieżąco przez autorkę do tego stopnia, że trudno się połapac w jego stałych cechach.
Kot rozwalił się teraz dokumentnie nieco na mojej lewej ręce, nieco na klawiaturze laptopa. Jestem w stanie przewidzieć każdy jego kolejny ruch, bowiem chodzi za mną krok w krok.
Zaczynam doceniać książki z "1001" w tytule. Dzięki jednej podobnej dowiedziałam się, że czerwona część truskawki nie jest owocem, czerwona część to zmodyfikowane dno kwiatowe, a owocem są małe żółte ziarenka na jej powierzchni. I tak mnie ucieszyła ta nowość w rzece mojej wiedzy, że aż chyba dla równowagi włącze jakiś głupi film.
Bo siła drzemie w sugestii. Adieu.
skomentuj (3)
2010-08-10 19:37:49
Back from Silesia.
Podróż rozpoczęłam na początku sierpnia wsiadając w luksusowy pociąg IR pędzący niczym Train à Grande Vitesse, jeśli przyjąć rzecz jasna, że jesteśmy w Polsce - nie we Francji i, że wyznacznikiem nie jest bynajmniej szybkość zmieniającego się za oknem obrazu. Mimo oszałamiającej prędkości w/w środka lokomocji nie dowiózł mnie on do celu bez problemu, który pojawił się w okolicach stacji Toruń Główny, kiedy to zaistniała potrzeba zamiany teżewe na autobus.
Dziękuję też Panu portierowi z katowickiego akademika, który po upraszaniu zdecydował się zalać mi dwa kubki kawy wrzącą wodą (nie bez miny zresztą), ktorej niestety w tymże miejscu nie było (wody, nie miny), gdyż nie posiadają tam kuchni.
Aha, dziękuję też babie z TLK za to, że była i nie mogliśmy się dzięki niej przespać na całej długości siedzeń ;)
skomentuj (4)
2010-06-08 19:39:42
Toż nikt już nie czyta.
Jestem kobietą pracującą.
i studiującą drugi kierunek.
i w gazecie pisali, że blogowanie jest passe.
I potrafię upiec ciasto, natomist z utrzymaniem porządku bywa różnie. Śpię z kotem.
Poszukuję ściezki zawodowej na przemian z życiową, gdzieś musi się włączyć tryb przenikania lub chociaż przeciwmgielny.
Nie mam weny pisarskiej, oddałam ją małoletniej siostrze.
Jestem specem od historii polski, a teraz zaraz już niedługo od powszechnej.
Przede wszystkim jestem mistrzynią wyimaginowanych problemów, rozmów o niczym oraz zupy pomidorowej.
Bo siła drzemie w sugestii. Adieu.
skomentuj (9)
2009-11-05 19:50:59
Johnny Cash by tego nie zaśpiewał.
Długo nie rozważałam już kwestii serialowych. Dajmy na to ciekawa rola Hobie'go Buchannona, o którym zawsze myślałam, że jest Kołdim Djukanonem, synem Micza Djukanona. Otóż wygląda on już teraz zupełnie niepodobnie, może to kwestia tego solarium a może rysowanych brwi. A może zwyczajnie braku niebieskiej toni za jego plecami. Panna E upierała się, że Hobie to nie Hobie a Mefju. I tu pudło Panno E, bo jak już wiesz, wyśledziłam, że Mefju to najstarsze z przybranych dzieci doktor Kłin, tej od Sallego. Dzięki rozważaniom telewizyjnym po raz pierwszy od dawna oddałam się zwyczajnemu relaksowi, korzystając dodatkowo z faktu pustego gospodarstwa domowego, ciszy dookoła i kota na łóżku. Kot jest juz teraz nasz wspólny, choć początkowo był tylko miłego. Powiedziałabym nawet, że kot jest tak jakby mój, bo to właśnie w mojej pościeli ukochał oddawać się odpoczynkowi.
Z racji faktu chyba zbyt dużej ilości czasu wolnego i swojego rodzaju ambicji i chęci zmian, podjęłam kolejne studia, za co płacę teraz absolutnym brakiem gotówki. Interesująca kwestia natomiast pojawia się w sytuacji ograniczonych zasobów, nagle okazuje się, że wcale nie trzeba wejść do rosmana, żeby kupić 3 balsam do ciała i, że 4 bluzka w tym miesiącu wcale nie jest pożądana. Ba, nawet pierwsza nie jest ! To chyba idealny etap do rozwijania duchowego :D
A Gardias - Skóra ma brzydką sukienkę.
A nowa książka Witkowskiego mnie nie powala do końca, ale to może dlatego, że ja nawet do Masłowskiej się nie przekonałam, choć miałam tylko jedno podejście, do Wertera miałam trzy i za trzecim, bach, poszło ! Co innego z Cząstkami elementarnymi Houellebecq'a czy Opętanymi Palahniuka, natomiast Szczelina Pani noblistki, jak na noblistki książkę dość tematycznie kuriozalna. Takem właśnie rozwijam ducha w międzyczasie, gdy nie piszę.
Bo siła drzemie w sugestii. Adieu.
skomentuj (6)
2009-01-15 13:40:56
Skąd posępna ta mina, jakaż smutku przyczyna?
I stało się.
Ani się człowiek obejrzał - skończył się beztroski czas studiów, zabaw i niewymuszonej elokwencji. Zaczęło się coś na pozór dobrego, coś na pozór innego, mającego wprowadzić nie-w-tajemniczonego w meandry życia, chleb powszedni, w świat dorosłych. I oto mamy poranne wstawanie, z kur()ami o świcie, poranne robienie wałówki do pracy, żeby nie tracić ledwo uciułanych pieniędzy na batoniki z pracowego baru (że o rosnącej w kalorie dupie, od której boże chroń, nie wspomnę, przeto powiadam róbcie kanapki, nie jedzcie snickersów). Mamy zamianę bluzek z pakmanami i skubim du na czarne spódnice, seledynowe marynarki, fioletowe zgrabne bluzeczki. I nie twierdzę, że metamorfoza to zła, jednak zaznacza zmiany od których trudno już uciec.
Po powrocie do domu sił starcza już na niewielką aktywność i kontakty miedzyludzkie zaczynają cierpieć, cierpieć sromotnie,a przecież gdy tak człek od rana pełza, to wieczór spędzić chce wśród gwiazd...
I coś mi tu, kurwa, nie gra w tej orkiestrze. Niby mam wszystko, czego chciałam, a jednak życie srogo weryfikuje. Nie?
Bo siła drzemie w sugestii. Adieu.
skomentuj (11)
2008-12-25 10:20:17
Wideoteka dorosłego człowieka.
Ktoś ewidentnie sądzi, że to przezabawne zapodawać co roku Kevina. Przyrost naturalny w Polsce pozwala mi wysnuć hipotezę, że nie ma aż tak wielu rumianych berbeci, które jeszcze by tego nie oglądały, a dla których jest to emitowane.
Z góry przepraszam wszystkich fanów filmu, z tymi ich przypinkami i innymi gadżetami z blond chłopięciem.
Wyjdę z siebie stanę obok. Poza tym jakoś leci.
Bo siła drzemie w sugestii. Adieu.
skomentuj (3)
2008-08-21 11:47:29
Żurek z wkładką.
Podróże na południe kraju bywają długie, czas urozmaica się swojskim żubrem. Spanie na offowym polu namiotowym= zamoczonej odzieży pomnożonej o brak snu i beztroskie okrzyki nieznajomych współlokatorów z pola 'terror terror' cokolwiek to znaczy, do 6 rano. Poranek to suma wkurwienia i niewyspania podzielona o chęć zemsty, której podobnoż dokonał miły na beztroskich. Aspekty higieniczne w kontenerze prysznicowym to zimna woda przez mycie włosów. Poza tym clinic clinic i przebieganie przez podłączone acz zaiste chyba uziemione tory kolejowe! Deficyt płaszczy przeciwdeszczowych oraz kaloszy. Biegaliśmy w workach na śmieci bez zażenowania, duze niebieskie, ach. Clinic zrekompensował nijaki koncert british sea power (jak oni przez te maski spiewają, jak). A na mogwai byłam gdzie indziej. Niektórzy pewnie by zabili;).
Ponadto zakochałam się w Krakowie z wszystkimi jego uliczkami. Ten zepsuty monitor w hostelu, to nie ja. Miło mi było miło, a teraz czas zacząć zajmować się bardziej przyziemnymi sprawami typu Pup. Oł ajm fakin afrejd. Ta note napisana została w biegu, stądże jej lakoniczność wyrazu. Wybaczcie.
Bo siła drzemie w sugestii. Adieu.
skomentuj (7)